wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział I

Rozdział pierwszy.

Budząc się rano nie przypuszczałem, że ten dzień może różnić się od innych. Wstałem, wziąłem prysznic, ubrałem się i zjadłem śniadanie. Kończąc tosty spojrzałem na zegar wiszący nad wejściem. Siódma trzydzieści, jeszcze pół godziny do rozpoczęcia lekcji. Niechętnie wstałem od stołu, włożyłem naczynia do zmywarki i poszedłem umyć zęby.
Teoretycznie mógłbym chodzić do szkoły pieszo, jednak musiałbym wcześniej wstawać. Dlatego dostawanie się tam publicznymi środkami transportu jest moim zdanie o wiele lepszym pomysłem, niż zrywanie się na równe nogi o szóstej. Wszedłem do autobusu i zająłem miejsce przy oknie. Oparłem głowę o fotel, a do moich uszu zaczęły dolatywać rozmowy w różnych językach. Angielski, czeski, hiszpański... Nikogo to nie dziwiło, nasze miasto było i raczej pozostanie światową stolicą. Mimo, to główne ulice nie były zatłoczone, na skrzyżowaniach nie dochodziło do wypadków, kradzieże nie miały miejsca. Tak właśnie wyglądały wszystkie światowe metropolie, miasta, wsie. Idealny porządek i wszechobecna harmonia. Każdy uznałby, że dzisiejszy świat to raj, jednak ja widziałem wszystkie rządzące nim absurdy.
Wysiadłem tuż pod szkołą. Poprawiłem krawat, podniosłem głowę do góry i ruszyłem przed siebie. Próbując wyłowić z tłumu znajome twarze, wszedłem przez szklane drzwi do wielkiego budynku. W głównym holu roiło się od innych uczniów, jedni rozmawiali z przyjaciółmi, drudzy powtarzali, inni znowu słuchali muzyki. Podszedłem do szafki, by włożyć do niej torbę. Zabrałem tylko zeszyt do matematyki i długopis. Idąc korytarzem, przyglądałem się zdjęciom absolwentów, a gdy zobaczyłem fotografię mojej matki zatrzymałem się na chwilę. Zdjęcie osiemnastoletniej kobiety w szkolnym mundurku nie różniło się niczym od innych, jednak zawsze przyciągało moją uwagę. Czarne, lśniące włosy nad ramiona, ciemnoniebieskie oczy, ładna cera i uśmiech który zawsze poprawiał mi humor.
Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą Dorę. Pełna życia i ciekawska istotka o wzroście stu pięćdziesięciu czterech centymetrów. Złote, grube warkocze, przewiązane czerwonymi kokardami, sięgały jej bioder. Widząc iskierki w jej brązowych oczach roześmiałem się.
- Nic nie mów. Rodzice zgodzili się na kota? - zapytałem, jednak dziewczyna pokiwała przecząco głowa, wciąż się we mnie wpatrując.
- Poszłaś na zakupy, była wyprzedaż i kupiłaś sobie nową sukienkę? - Znów pudło. Spróbowałem jeszcze kilka razy, jednak nie udało mi się odgadnąć przyczyny jej radości. Zrezygnowany oparłem się o ścianę i skrzyżowałem ręce na piersi.
- Doobra, powiem ci. Mój scenariusz został zaakceptowany! Wyobrażasz to sobie? Wystawimy moją sztukę na Dzień Wiosny! I zobaczy ją sam Ojciec! Rajuśku, to takie ekscytujące! - Dora była z pochodzenia Rosjanką, jednak jej angielski był bardzo dobry. Gdyby nie akcent, nikt by się tego nie domyślił.
Ojciec - tak wszyscy go nazywali. Staruszek nie schodził z ust mieszkańców miasta, nie mówiąc już o świecie. Wielki Ojciec, Wybawca Ludzkości, Samarytanin Świata - to tylko niektóre z jego idiotycznych przydomków. Dla mnie był tylko zwykłym człowiekiem, który miał szczęście. Jedynym, który znał prawdę, byłam właśnie ja. Jednak nikt by mi nie uwierzył. Nikt nie miał pojęcia, że jesteśmy spokrewnieni. On ukrywał swoje nazwisko, pochodzenie... Nawet mieszkaliśmy osobno. Nikomu nigdy nic nie mówiłem, nawet przyjaciołom. Nie chodzi o to, ze im nie ufałem. Byli jedynymi istotami, w których miałem wsparcie, ale póki było to tajemnicą, czułem się lepiej.
- Cieszę się. Jednak do Dnia Wiosny jeszcze daleko, prawie dwa miesiące.
- Więc najwyższy czas zacząć próby. Wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik, nie może być mowy o najmniejszej pomyłce.
Westchnąłem i pokiwałem głową z uśmiechem. Gdybym jej nie znał, pomyślałabym, że ześwirowała. Mimo tego, że na co dzień zdawała się być całkowicie beztroska i bujać w obłokach, tak naprawdę bardzo się angażowała.
Zadzwonił dzwonek, więc poszliśmy do klasy. Zająłem swoje stałe miejsce pod oknem i ogarnąłem pomieszczenie wzrokiem. Jednak nie udało mi się znaleźć Alex. Znów zaspała na autobus?

1 komentarz:

  1. Ciekawe, ciekawe... Bohater żyje w jakimś innym świecie? tak? "Mimo, to główne ulice nie były zatłoczone, na skrzyżowaniach nie dochodziło do wypadków, kradzieże nie miały miejsca. Tak właśnie wyglądały wszystkie światowe metropolie, miasta, wsie. Idealny porządek i wszechobecna harmonia. Każdy uznałby, że dzisiejszy świat to raj, jednak ja widziałem wszystkie rządzące nim absurdy".
    I kim jest ten Ojciec? Chyba pozostaje mi czekać na kolejny rozdział. Życzę dużo weny c:

    PS. Weryfikacja...

    OdpowiedzUsuń